DRAMAtical Murder – pseudorecenzja

latest_cb_20140726224146

Sesja za rogiem, więc oczywiście, że nagle zachciało mi się pisać. Jak zawsze rzuciłam wyimaginowaną kostką i… padło na gejowskie porno. DRAMAtical Murder, w sensie. Zapraszam serdecznie C:

(Tekst nie zawiera spoilerów ani materiałów NSFW)

Jako że jakiś czas temu powstało animu oparte na fabule oryginału, sądzę, że większość zainteresowanych zna nie tylko jej zarysy, ale i największe spoilery. Tymi ostatnimi rzucać nie będę, ale sam opis tła przedstawię w jak największej pigułce: jest sobie fajny bro, serio, naprawdę solidna postać, Aoba. Koleś pracuje w sklepie z rupieciami, czasami robiąc za chłopca na posyłki, czasami za sekretarkę, a czasami za nianię trzech dzieciarów, które pojawiają się w kilku momentach i nie są w ogóle ważne dla reszty historii. Jegomość prowadzi spokojne życie u boku swojej babci, nie będąc w ogóle zainteresowanym popularną na zamieszkiwanej wyspie grą pod nazwą Rhyme. Rzecz polega na odbywaniu walk na wirtualnej arenie, z wykorzystaniem Allmates – elektronicznych petów, które na co dzień odgrywają rolę naszego kochanego pieska czy innego kanarka. Jak łatwo się można domyślić, względna sielanka głównego bohatera niedługo ma się skończyć, a cyfrowy świat gry okaże się bardziej z nim związany, niż na początku by na to wyglądało. Dodajmy do tego konflikt okolicznych gangów, wątek Platinum Jail – prestiżowego ośrodka dla wybranych, (skazanego na wieczny hejt tych mniej wybranych), niewyjaśnione zaginięcia, dziwne skoki nastrojów Aoby i napływających z każdej strony potencjalnych husbandos – i wychodzi z tego całkiem obiecujący miks.

ss (2015-05-31 at 01.49.14)

„Obiecujący miks”, indeed ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Niestety, tak jak przez common route i większość zwykłych ścieżek bawiłam się całkiem nieźle, tak ostatni scenariusz, określony jako „TEN NAJBARDZIEJ TRU” pozostawił jedynie niesmak w ustach. Generalnie wygląda to tak, że buildup prowadzący do końcówki trzyma w napięciu, liczy się na coś super, po części się to nawet dostaje… i nagle ten cały pociąg z hajpem, którym tak zapierniczaliśmy, wykoleja się na ostatniej prostej. Twórcy ewidentnie starali się zamknąć wszystkie wątki, odpowiedzieli na większość pytań, ogólnie miałam wrażenie, że włożyli w produkcję sporo serca, i to wszystko po to, żeby ostatecznie przypomnieć sobie, że robią novel yaoi, więc chrzanić cały fajnie zbudowany wątek psychologiczny, walniemy porno scenę i idziemy na sake ヽ(。_゜)ノNie wiem, może jestem przewrażliwiona, ale ten seks z częścią swojego jestestwa (???? to nawet brzmi źle) zepsuł mi wszystko i tyle.

ss (2015-05-31 at 01.50.21)

Nie istnieje absolutnie nic, co mogłoby oddać absurd endingu, więc wrzucam dwóch bishów pałaszujących fast fooda.

Nieważne zresztą, jeden route nie przesądza o całej grze. Czy reszta jest za to warta uwagi? Uważam, że tak, i mówię to jako ktoś, kto zazwyczaj w momencie pojawienia się jakiegokolwiek ero przewraca ostentacyjnie oczami i patrząc się w okno przytrzymuje ctrl (chyba, że jest śmieszne, jak w Fate/Stay Night na przykład (¬‿¬)). Husbandos są ciekawi; chociaż ocierają się o pewne schematy, każdy z nich ma do zaoferowania coś więcej, niż daje po sobie na początku poznać. Mamy Koujaku, przyjaciela z dzieciństwa, który na co dzień zajmuje się fryzjerstwem i zarywaniem lachonów, natomiast jak przychodzi co do czego okazuje się nieobeznanym puszystym miśkiem. Jest Noiz, nastolatek nie potrafiący odczuwać fizycznego bólu. Mink, sadystyczny przywódca gangu, który zdecydowanie nie ma złotego serduszka, jak to na animu buca przystało. Na końcu Clear, chłopak, który za nic w świecie nie chce ściągnąć zasłaniającej mu twarz maski gazowej, z jakiegoś powodu zwracający się do głównego bohatera per ‚master’, aczkolwiek nie ze względów fetyszowo-fanservisowych. Do tego dochodzi jeszcze secret route i jeden krótki, bonusowy ending z dwójką sociopatycznych hipsterów. I lwem. I wężem. I tak, te z kolei są tu dokładnie z powodu wyżej wymienionych względów.

ss (2015-05-31 at 01.52.37)

O tych dwóch dupkach mowa, ładne to to, ale ich zakończenie jest triggerujące z tak wielu powodów, że nie zaczynam nawet wymieniać.

Osobny akapit należy się za to Aobie, który zdecydowanie jest gwiazdą całego zamieszania, a nie ukesiem o osobowości wycieraczki, jak to często w produkcjach z metką BL bywa. Owszem, koleś mięknie, kiedy sytuacja staje się intymna, ale nadal pozostaje sobą, nie zmienia się nagle w zepsutą płytę, której jedynymi wydawanymi dźwiękami są przeciągane iyaaaaa~ i dame~~. Jest szczery, ułożony i dobroduszny, jednocześnie nie będąc ostatnią pierdołą. Szczególnie przyciąga do niego fakt, że tak naprawdę jest dla nas chodzącą tajemnicą, a przez cały czas mamy wrażenie, jakbyśmy dobrze go znali; wychodzi z tego bardzo fajny paradoks. Facet ma kompletne schizy, traci świadomość, twierdzi, że dotykanie jego włosów sprawia mu ból, a jego głos wpływa na innych paraliżująco – gracz natomiast widzi to wszystko, jest zaciekawiony, w tym samym czasie wzruszając ramionami i myśląc, że co z tego, skoro Aoba to taki spoko bro. Ostatecznie już do końca pozostał moją ulubioną postacią, co jest nie byle wyczynem, bo główni bohaterowie bardzo, ale to bardzo rzadko do mnie przemawiają.

ss (2015-05-31 at 01.48.32)

Znaczy, miał swoje słabsze momenty, ale- AWWWWWWW

CGsy oraz wszelakie menusy, efekty i inne fajerwerki są za to prześliczne. Do gustu szczególnie przypadła mi kolorystyka, która nie boi się pokazywać obok siebie barw, które teoretycznie w ogóle do siebie nie pasują. Tła są napakowane detalami do granic możliwości, a postacie nie są ofiarami krzywej anatomii; jasne, są wyidealizowane, ale w możliwie jak najbardziej… naturalny sposób. W sensie, że nawet, jak ktoś ma ładny sześciopak albo wyćwiczone ramiona, to nie do tego stopnia, że nie mieszczą się w kadrze– i chwała rysownikowi/rysowniczce za to. Ta (ten?) z kolei, przedstawiona w napisach końcowych jako „Honyarara” jest ciekawym przypadkiem samym w sobie, ponieważ na próżno szukać o niej konkretnych informacji; ma pixiva, twittera i ostatnio rzadko apdejtowany blog, ale poza datą urodzenia i mailem kontaktowym nie podaje nic więcej. Zaznacza, że pracowała nad DRAMAtical Murder i jego fandiskiem, ale ostatecznie nie wiadomo, czy jest profesjonalną artystką (artystą? hnngg (ノಥ益ಥ)ノ 彡┻━┻ ), czy fanką BL, której dla zabawy robione artworki zostały zauważone. Jakkolwiek by nie było – ta nieokreślona istota ma talent i z chęcią zobaczyłabym jej prace jeszcze kiedyś w jakimś innym tytule.

Toż to tło jest przepiękne i nikt mi nie wmówi inaczej. A to tylko namiastka!

Muzyka jest w porządku – nawet jeśli większość melodii nie wpada w ucho, to jednocześnie nigdy nie przeszkadza. Najbardziej wyróżniają się chyba piosenki towarzyszące napisom końcowym, zmieniające się w zależności od zdobytego endingu. Nie wiem dokładnie, jak wytłumaczyć fakt, że te dobre dostają zawsze ten sam utwór, natomiast każdy zły (i to taki ZŁY PRZEZ WIELKIE Z, guro i te sprawy) dostaje swój unikatowy, ale hej! Jest Itou Kanako, jest impreza.

Początkowo miałam zamiar opisać przebieg wszystkich routów, ale jako, że angielski patch do gry jest ogólnodostępny to sądzę, że mijałoby się to z celem, bo każdy zainteresowany i tak już dawno go ściągnął i przeżył to wszystko sam. Tak więc, uh. To chyba tyle. Czy jeśli ktoś jeszcze nie zagrał to czy warto nadrobić? Tak i nie. Tak, bo strona techniczna zasługuje na oklaski, a i poszczególnie ścieżki potrafią wciągnąć, respektując jednocześnie czas gracza i nie marnując go na niepotrzebne fillery. Aoba jest przesympatyczny i ciężko nie życzyć mu jak najlepiej, dlatego jeśli damy grze szansę na postawienie pytań, z pewnością będziemy chcieli poznać też odpowiedzi i być może dotrwamy też do endingu. Tutaj niestety pojawia się największy zgrzyt, bo chociaż wątek psychologiczny jest dość dobrze nakreślony, to mam wrażenie, że mnóstwo innych gier nastawionych stricte na tą tematykę ostatecznie zrobiło go lepiej. Pozostaje samo yaoi, którego jest w sumie dość mało, bo jedna, maksymalnie dwie krótkie scenki na route. Osobiście sięgnęłam po DRAMAtical Murder, bo natknęłam się w Internetach na sporo hajpu związanego z tytułem i chciałam zobaczyć, o co się rozchodzi. Czy się zawiodłam? Trochę. Nie żałuję tych 20+ godzin spędzonych na graniu, bo było to coś innego, dość świeżego i zawierającego Aobę, którego szczerze polubiłam (i Minka, ale do tego lepiej się nie przyznawać). Z drugiej strony hajpu samego w sobie nie rozumiem w ogóle. Było dobrze, ale żeby aż tak? Hmm…

 

Reklamy

One thought on “DRAMAtical Murder – pseudorecenzja

  1. Odpadłam od dmmd przy infodumpie o Platinum Jail i po informacji o tym, że grupa zabrała się za tłumaczenie.Od tamtej pory kiśnie sobie to na dysku twardym i czeka na lepsze czasy. I patrząc na twoją recenzję, to sądzę że pokisi się jeszcze trochę😉.
    Powodzenia w sesji ガンバレ(*゚Д゚)八(゚Д゚*)マケルナ!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s